Zoom optyczny, cyfrowy, hybrydowy - jak się nie pogubić kupując nowy smartfon?

Aparat w smartfonieSmartfony z roku na rok stają się urządzeniami coraz bardziej kompletnymi i dopracowanymi. Walka pomiędzy producentami na każdej półce cenowej jest niezwykle zacięta, dlatego, aby zawładnąć rządem dusz klientów, często to dział marketingu i reklamy niejako "decyduje" jakimi parametrami może poszczycić się telefon.

Po rywalizacji na m. in. liczbę rdzeni procesora, ilość pamięci RAM, megapikseli w aparacie (a nawet liczbę samych aparatów) przyszedł czas na ukochaną przez sprzedawców w ostatnich tygodniach wartość zoomu w naszych maleństwach.

I właśnie... Czy w smartfonach mamy do czynienia z jakimkolwiek zoomem?

Zacznijmy od najprostszego wyjaśnienia, czym jest zoom. Otóż w fotografii pojęcie to oznacza nic innego jak zmianę ogniskowej. Mówiąc bardziej obrazowo - jest to zmiana kąta widzenia obiektywu. Zoom tworzony w taki sposób nazywa się optycznym. Przykładowo, zoom x5 informuje konsumenta, że najdłuższa ogniskowa obiektywu jest pięciokrotnie dłuższa od najkrótszej. Pod względem działania i jego efektów zoom optyczny można przyrównać do lornetki - obraz nie traci na jakości. Z podanej definicji wynika, iż aby mówić o zoomie obiektyw musi być zmiennogniskowy. Jak to się ma do smartfonów, których producenci zarzekają się, że ich maleństwa są w stanie przybliżać fotografowane obiekty kilka lub nawet kilkadziesiąt razy?

Niestety dla konsumentów - ma się to nijak do rzeczywistości. Z uwagi na rozmiary telefonów (i co za tym idzie aparatów) obiektywy smartfonów są stałoogniskowe. Na czym polega więc mityczny zoom? W większości przypadków producenci podają wartość zoomu cyfrowego, który jest niczym innym jak powiększeniem utrwalonego na matrycy obrazu przez aparat. Oznacza to, że w praktyce moglibyśmy zrobić zdjęcie nie używając żadnego zoomu, przyciąć je samodzielnie w taki sposób, aby zawierało jedynie interesujący nas wycinek i voilà. Efekt podobny. Mamy niewyraźne zdjęcie.

No dobrze, ale to wciąż nie odpowiada to na pytanie, dlaczego akurat teraz producenci tak intensywnie promują swoje smartfony jako te mające zoom, dzięki któremu nasze zdjęcia będą np. brylować na Instagramie. Otóż rozwikłanie zagadki kryje się już w pierwszym akapicie i brzmi "liczba aparatów". Większość producentów stosuje moduły fotograficzne, na które składa się więcej niż jeden aparat. Dzięki zastosowaniu w ich obiektywach różnych ogniskowych i odpowiedniego algorytmu aparaty są w stanie przybliżyć interesujący nas obiekt bez znacznej utraty jakości (jak to ma miejsce w przypadku zoomu cyfrowego). Taki rodzaj zoomu dumnie nazywany jest przez sprzedawców "hybrydowym", jednak warto pamiętać, iż jest to słowo rzeka, które nie ma jasnej definicji w fotografii. Dla jednego producenta może to być zupełnie coś innego, niż dla drugiego.

Jak to wygląda w praktyce? Przykładowo, telefon silnie promowany w mediach jako "smartfon fotograficzny" posiada 3 aparaty, każdy z obiektywem o innej wartości ogniskowej (16mm, 27mm, 125mm). Zastosowany w nim teleobiektyw odpowiada pięciokrotnemu przybliżeniu w stosunku do standardowego aparatu, ale nie można nazwać tego "zoomem optycznym" ze względu na obiektyw o stałej wartości ogniskowej. Zoom tego typu zaczęto określać jako "bezstratny" i rzeczywiście jest on taki, tzn. jego jakość jest zbliżona do zoomu optycznego. Dalsze powiększenie - z pięciokrotnego na dziesięciokrotne - jest już realizowane hybrydowo. Oznacza to, że swoje palce macza w nim niedoskonała technologia, a nie jedynie optyka, przez co jakość wykonywanej fotografii obniża się. Maksymalne powiększenie - pięćdziesięciokrotne - tworzone jest już wyłącznie cyfrowo. W praktyce wiąże się to z mierną, w porównaniu z prawdziwym zoomem optycznym - jakością zdjęcia.

W powyższym tekście postaraliśmy się przybliżyć nieco zagadnienia związane z fotografią mobilną, jak zwykło się nazywać zdjęcia wykonywane smartfonami. Mamy nadzieję, że przy zakupie kolejnego telefonu każdy dwa razy pomyśli, zanim da się wmanewrować w zwykłą marketingową sztuczkę, żerującą na niewiedzy konsumenta. Szkoda tym bardziej, że wielu producentów stosuje w swoich sprzętach bardzo dobre aparaty, które nie wymagają zaangażowania działu marketingu, by się obronić.